… graj w RPG!

U mnie z przemyśleniami jest zwykle tak, że przeczytam coś sobie, albo obejrzę coś w TV, albo zaobserwuję… i zapominam. Zbiera się wtedy taki podświadomy osad myśli, skojarzeń, które nieuswiadomione jakoś tam zagnieżdżają się pod kopułą i narastają. Czasem trwa to kilka godzin, czasem kilka lat.

Zwykle gdzieś pomiędzy.

A potem nagle łup! Pojawia się jakiś wyzwalacz, jakaś opinia w Internecie, kolejna przeczytana ciekawa rzecz, kolejny element, puzel do układanki – i nagle wszystko z podświadomości wyskakuje i pojawia się i siedzi w mojej głowie. Czasem to jakiś pomysł na inicjatywkę, czasem na nowego erpega… zwykle jednak są to po prostu przemyślenia.

Nie zawsze ładne i składne, czaem jednak nadają się do podzielenia ze światem. Choc świata może to akurat nie interesowac danego dnia. 🙂

Dzisiaj takim wyzwalaczem było dla mnie przeczytanie posta slanna na forum WTSu, gdzie ostatnio wrzucił pomysł na nowy setting “Last Fortres” (pisownia oryginalna). Właściwie trudno powiedziec dokładnie CO  w tym tekście spowodowało to “łup!” w mojej głowie, tak więc traktujcie to prawie jak lokowanie produktu 🙂

Prawie, bo jednak coś spowodowało. Luźny ciąg skojarzeń, wyzwolony przez ten tekst, kilka słów kluczowych spowodowało, że siedzę i się tu produkuję, próbując wyrzucic gruz, który zalega mi świadomośc.

 

Slann wspomniał coś o graniu potomkami jakiejś Superhiper Starej Rasy, która musiała się na millenia ukryc przed Wojną, ale dziś wysyła pierwsze ekspedycje poza swoją tytułową Ostatnią Fortecę.

W sumie nic oryginalnego na razie, było chocby w Earthdawnie.

 

Ale jakoś tak tknęło mnie przy tej Superhiper Starej Rasie – że była taka potężna, taka silna. Jakoś skojarzyło mi się z tymi wszystkimi Superhiper Elfami z Treskri, potem skojarzyło mi się z tymi wszystkim Exaltedami, Wamiprami, Wilkołakami, Supermenami (inny, boczny wyzwalacz w postaci notki mr_monda) i innymi X-Menami.

I zacząłem lekko zgrzytac, strop naleciałości zaczął trzeszczec.

 

I wtedy zadałem slannowi pytanie na forum: “Ludzie nie wystarczą?” No bo myślę sobie – po cholerę znowu jakieś Elfy, Adepci, Nefilimy, Giganci czy inne uberprzepaki?

 

I reszta stropu się zawaliła. Bo widzicie, zacząłem odpisywac slannowi w tym poście, chcąc zasugerowac, ze skoro to świat tajemniczy, opuszczony, trochę nostalgiczny, w którym najprawdopodobniej nikt poza mieszkańcami fortecy nie przeżył, to po co robic z bohaterów przepaków i superuber istoty? Żeby mogli rozrywac gołymi rękami aligatory i słonie, które staną im na drodze? Chciałem napisac: “To może po prostu zmniejszmy skalę, niech bohaterami jednak będą ludzie, a zagrożenia będą mniejsze, jakby cały świat skarlał przez okres, w którym Lud Ocalony spędził w ukryciu”… i wtedy przypomniał mi się obrazek, który widzicie przy notce.

Dlatego nie dokończyłem odpisywac slannowi – przerwałem po jednym zdaniu i uruchomiłem Straszliwy Edytor.

 

Bo ten obrazek – sami zobaczcie. Czy komuś sprawiłoby frajdę granie Gulliverem w krainie Liliputów? Wielkim gigantem, który może zgniatac stopami armie maszerujących ludzików? Co w tym jest takiego fajnego?

Przecież to żadne wyzwanie, rozdeptac takiego ludzika, czy nawet cały ich oddział. Żadne wyzwanie, zburzyc im ich malutki zameczek, roznieśc na butach ich wioseczkę, zgnieśc jakiegoś krzykacza w palcach, aż strzeli jak mała muszka.

To trochę jak męczenie robaczków, wyrywanie im nóżek, obrywanie skrzydełek. Gdzie tu wyzwanie?

Oczywiście nie trzeba byc okrutnym – ale już sama świadomośc, że się jst gigantem daje poczucie bezpieczeństwa i dowartościowuje.

 

I nagle zdałem sobie sprawę, że ludzie grający w RPG bardzo często chcą byc właśnie Gulliverami z mocą wyrywania nóżek muszkom – grają więc w systemy gdzie gra się “czymś lepszym” od człowieka. W zależności od skali, “bohaterowie” przybierają różne formy. W małej skali mogą byc to odpowiedniki “school bully”, czyli szkolengo łobuza, większego i silniejszego od innych dzieci.

Inną opcją jest Superemo, czyli Elf, istotka ładniejsza, mądrzejsza, ale też lepsza i lepiej walcząca niż przeciętny miś z gimnazjum.

Im wyżej, tym większa różnica w mocy zwykłego człowieka i “bohatera”. Grając superbohaterami, wampirami czy magami, BG zbliżają się coraz bardziej do poziomu Gullivera czy Godzilli, ale są jeszcze opcje grania aniołami, demonami czy półbogami, a w ekstremalnych sytuacjach – bogami.

 

I gdzie tu wyzwanie? Jakie szanse ma przysłowiowa “pierwszopoziomowa blotka” z BG? Oczywiście, zacznie się udawadnianie, że w takim owakim systemie ma, a w tamtym owamtym – ma lepsze.  Jednakże jak spojrzymy na kolejną produkcję kalsyfikowaną jako “heroic”, kolejną o “nadnaturalach”, kolejną o “półboskich istotach”, kolejną o “superbohaterach”, to zaczynam wątpic w to, czy ktoś jeszcze na świecie gra normalnymi, przeciętnymi ludźmi 🙂

Bo to przecież nie jest tak, że producenci gier wypuszczają na rynek swoje widzimisię – raczej odpowiadają na jego potrzeby. Widzą, że “Heroic Mutant Supernatural Superhero Godsend” się sprzedaje, to produkują więcej. I więcej. I więcej.

 

BG zaś coraz bardziej przemieniają się w Godzille, depczące swoje miasteczka, wyrywające nóżki muszkom dla zabawy, psujące domki i sikające na armie, które próbują ich zniszczyc.

 

I… gdzie tu wyzwanie?

 

Jedyne jakie widzę, to podniesienie skali i wypełnienie świata innymi Godzillami.