Wielokrotnie słyszałem od ludzi, że Wolsung to steampunk. Jak mawiał pewien znany rewolucjonista, jak coś często powtarzamy, to stanie się prawdą. Co prawda autorzy gry wyraźnie (?) zaznaczyli, że Wolsung to “magia wieku pary”, “wiktoriańskie fantasy” i “okres Magicznej Rewolucji Przemysłowej”. Podkreślają tą magiczność settingu. Jednakże powszechne mniemanie wciąż pokutuje jak sie czyta fora i wpisy blogowe – “to taki steampunk”.

Wolsung wbrew pozorom steampunkiem nie jest. I nie jest retrofuturystyczny. W tym świecie tak naprawdę nie ma techniki – zastępuje ją magia. Nie ma, ku mojemu wielkiemu zdumieniu PRĄDU, nie opracowano projektu samolotu, wszystko jest niby napędzane parą, ale tak jak sie wczytać – to jednak maną. Jest to niewątpliwie świat magiczny, nie techniczny. Choc magia stara sie tu byc przedstawiona jako coś, co można opisac naukowo. I to jest fajne w Wolsungu, takie wyzwolenie z okowów fizyki, łatwiej można skombinowac ustrojstwo i połatac je magią żeby działało. Ale futuryzmu w tym za grosz. A w Murdochu czy Holmesie, czy w Lidze Niezwykłych Dżentelmenów) – jest. Właśnie te komentarze Crabtree’go, czy wynalazki Holmesa czy Nemo (ba, Verne w końcu, nawet jeśli w wersji pop) nadają temu tem specyficzny smaczek – jak ludzie wyobrażali sobie przyszlość w XIX wieku. Dla mnie to jest najwieksza siła retrofuturyzmu wiktorianskiego (retro z naszego punktu widzenia oczywiscie). I akurat tego Wolsung wydaje się być pozbawiony. Pozostają tylko dekoracje, meloniki i lokomotywy. Tego właśnie nie rozumiem w Wolsungu – czemu wycięto ELEKTRYCZNOŚĆ i inne elementy nauki, jak choćby aerodynamikę?Oczywiscie, łatwo to naprawić modyfikując założenia świata dla własnych potrzeb. U mnie magia jest tym, czym jest staroszkolna magia w Wolsungu – stare dziadki z różdżkami, smocze łby nad kominkiem, jakies loże masońskie i inne kulty. Echo przeszłości, odchodząca w zapomnienie dziedzina, która przegrała w wyścigu z techniką. Ludzie używają telegrafu i pneumy, są zelektryfikowane maszyny różnicowe, są wynalazki Tesli, Faradaya, Bella, Marconiego, Roentgena, Pasteura, są aeroplany , karabiny Maxima, czołgi parowe i łodzie podwodne napędzane ogniwami elektrycznymi, sterowce helowe (i prymitywniejsze, wodorowe), eksperymentalne silniki Diesla i Benza, oczywiście powszechne automobile parowe, w laboratoriach tworzy się Frankensztajny i mr Hyde’ów bez pomocy magii, a za pomocą nauki. Magię spycham na bok, schodzi do podziemia i zastępuję ją tam gdzie sie da nauką. u mnie jest jak najbardziej Rewolucja – ale objawia się ona triumfem techniki nad magią. Pozwala to zachować co najlepsze z obu gałęzi, ale przede wszystkim – promuje technikę, ktora do tej pory jest jak dla mnie bardzo symboliczna. Przy okazji zostawiam opcję na tworzenie w piwnicach złych overlordów armii zombie, praskich golemów, przywoływania demonów itd. Równocześnie możemy wprowadzać szalonych Oppenheimerów, pragnących zbudować Wielką Bombę, opierając się na badaniach Curie i podobnych. Lot w kosmos? Księżycowi ludzie? John Carter i Księżniczka Marsa? Dlaczego nie? Maszyna czasu, Zaginiony Świat dinozaurów? Wyprawa do wnętrza Ziemi? 20.000 mil podmorskiej żeglugi? Da się, jak najbardziej, w ogóle nie używając magii. Można nawet zrobić Wojnę Światów, jeśli się ktoś uprze. Magia dzikich szamanów, iluzjonistów, złych nekromantów, obrządki sekretnych lóż, a nawet starzy profesorowie badający manuskrypty magiczne jak u Lovecrafta, hipnotyzerzy, spirytyści, alchemicy… A także wampiry, wilkołaki, duchy, smoki, licze, jednorożce… Na to wszystko też jest miejsce oczywiście. Mieszanie magii i techniki spłyca obie te dziedziny, dlatego też postuluję ich rozdzielenie, a nawet konflikt. Konflikt starego z nowym. Dalej, kolejny fantastyczny element, który postanowiłem zmienić. Rasy fantastyczne. U mnie rasy fantastyczne to margines ludzkiej populacji. Przeżytki, powoli odchodzące w zapomnienie. Wyjątkiem jest Tytania w Avalonie, która jest królową – ale tylko dlatego, że Avalonczycy to straszne konserwy. Poza tym rasy są traktowane jak w Pierdycji Warhammera czy u Sapkowskiego – coraz bardziej odsunięci od czołówki cywilizacji technicznej, ludzkiej. U mnie krasnoludy to konserwatyści bawiący się runami i udoskonalający wciąż samopały wynalezione przez pradziadów – ludzie rozwijają się dużo szybciej, szybciej przyjmują nowe idee i łatwiej się adaptują. Elfy? Traktuje elfy jako pieśń przeszłości, istoty które w wyścigu cywilizacyjnym od dawna utrzymywała tylko magia. Teraz jednak przegrywa coraz szybciej z techniką. Jak i elfy z ludźmi. Coraz mniej ich na Kontynencie, coraz więcej w Avalonie, gdzie sobie wegetują – i to raczej na północy, bo Tytania zdaje sobie sprawę z potrzeby postępu, jak i nasza Wiktoria, co zresztą jest nietypowe dla elfa. Kolonie jednak należą do ludzi. Gnomy – diaspora mistyków, w oczywistym nawiązaniu do Ludu Izraela, jednakże bez zaplecza finansowego. Trolle jak i elfy, odchodzą w zapomnienie, nie nadążają za ludźmi i żyjà przeszłością. Mógłbym tak długo jeszcze pisać o tym, jak zelektryfikowałem na własne potrzeby Wolsunga. I być może to kiedyś zrobię. Na razie jednak powiem tyle – świat Wolsunga jest strasznie miodny, ale wg mnie wiele rzeczy się spłyca. Nie ma tu steampunka, nie ma nauki, nie ma retrofuturyzmu – a ja te rzeczy lubię. Zmieniłem też mechanikę. “W”, jakkolwiek fajne, jest dla mnie zbyt abstrakcyjne, zbyt “planszowe”. Albo zbyt “indiasowe”. Nie jest odpowiednie do tego, czego chce od mechaniki. Dlatego też konwersja na Savage Worlds, a z nich na Deadlands, pasuje mi dużo lepiej, choć daleko jej do ideału – nie grywam jednak w Wolsunga na tyle często, by robić do niego mechanikę. Zdaję sobie sprawę, że przerabianie założeń settingu powoduje, że przestaje być on settingiem uniwersalnie zrozumiałym – gracz, który spodziewa się Wiwern w Wolsungu na mojej sesji będzie zdziwiony tym, że czegoś takiego nie ma, albo jest to niepraktyczny wymysł jakiegoś gnomiego wariata, natomiast w powszechnym użyciu są aeroplany. I nie jest to stricte granie w Wolsunga, a raczej granie na podstawie Wolsunga. Ale cóż, grałem tak w Warhammera, da sie i w Wolsunga.
Ten pomysł rozwija się dalej, zwłaszcza w kwestii retrofuturyzmu, mam nadzieję, że niedługo będzie okazja zaprezentować coś więcej, tym razem już kompletnie oderwanego od Wolsunga, który bardziej traktuję jako świat zastępczy i inkubator, niż świat dla mnie.