Małe Czarne Pudełko - fragment steamu w rękach

Mam przed sobą Pudełko, zawierające niezwykłe przedmioty, kawałek historii i mnóstwo zagadek. Przywiozłem je dzisiaj z Opola, wydobyte z rupieci, które zrzuciłem ponad rok temu w garażu rodziców po powrocie z Irlandii.

Zanim jednak opowiem o Pudełku i jego zawartości, krótka retrospekcja.

Kupiłem je kilka lat temu u handlarza antyków przy 12A Johnsons Court w Dublinie. Zainteresowała mnie zawartośc, a mianowicie niezwykle ciekawe instrumenty kryjące się wewnątrz. Handlarz nie znał historii pudełka, nie za bardzo nawet wiedział co to za instrumenty. Pewnie stąd ta niska cena. Pudełko uderzyło w dwa czułe miejsca zigzaka – w jego duszę archeologa i jego duszę restauratora zabytków. I choc żadnego z tych zawodów już nie wykonuję, czasem nachodzi mnie ochota by sobie podłubac w ziemi, więc na przykład  odwiedzam wykopaliska znajomych, by pomóc przy robocie. Czasem także nachodzi mnie myśl by odrestaurowac świetnośc przedmiotów z dawnych lat.

 

Pudełko przemówiło do mnie, prosząc prawie że “weź mnie, weź, opowiem ci ciekawą historię”. I rzeczywiście, nie kłamało.

 

Dopiero po powrocie do Navan (Co. Meath), gdzie mieszkałem, miałem okazję przyjrzec się bliżej Pudełku. Otworzyłem je i zacząłem przeglądac zawartośc.

 

Czas odkryc kawałek tajemnicy Pudełka – w pudełku były instrumenty kreślarskie.

 

 

Piękne, metalowe cyrkle, różnego rodzaju nakładki, stalówki, przedłużki, malutkie pudełeczko na rysiki, wykonane (jak się później okazało) z kości słoniowej – wszystko zrobione z niezwykłą pieczołowitością. I niewątpliwie stare. Kilku elementów brakowało.

 

 

 

Pudełko i jego zawartośc zostały wykonane przez firmę W. H. Harling z siedzibą w Londynie. Nie udało mi się ustalic kiedy, ale wszystko wskazuje na to że mogło istniec już w roku 1881 – z bardzo podobnym, jesli nie identycznym wyprawił się do Australii w 1881 roku John Smith Murdoch, słynny australijski architekt.

 

Przejrzałem instrumenty, nacieszyłem się nimi, a potem znalazłem coś, co pchnęło mnie na trop naprawdę niesamowity.

 

Ci z was, którzy interesują się antykami, byc może zdają sobie sprawę z tego, że przedmiot bez swojej historii jest wart niewiele dla kolekcjonera. Historii, czyli tego do czego był użyty, przez kogo, w jakim celu. Otóż ten zestaw skrywał w sobie tajemnicę.

 

Pudełko miało w wieczku podwójne dno (podwójne wieczko) które można było rozłożyc i włożyc tam jakieś dokumenty. Nic tam nie zalazłem.

Próbując zamknąc Pudełko odkryłem, że spod wyściółki na wieczku wysypują się jakieś karteluszki. Przyjrzałem się bliżej i zauważyłem, ze wyściołka w pokrywce była przecięta, a w nią wsunięty był plik karteczek. Karteczek wypełnionych Historią!

 

10 miniaturowych, przepięknych rysunków mechanizmów, oraz kilka “dokumentów” właściciela.

 

Oto co znalazłem. Najpierw rysunki:

 

 

Przejrzałem nazwy w googlach.Wiecie czym się zajmowali?

Dunlop Bell & Co zajmowali się konstrukcją statków.

Clarke Chapman & Co budowali między innymi silniki parowe i układy elektryczne do statków. Firma istnieje do dzisiaj.

na temat “Mac. Farlanes S.W.” niewiele wiem, jest za to wspomniany w 1890 roku  niejaki J.W McFarlane, kupiec żelazny, mieszkający w tym samym mieście (Middlesbrough) co firma, dla której pracował właściciel Pudełka. Zresztą właściciel tej firmy, sir Raylton Dixon, jest równiez wymieniony na tej samej stronie. O nim i jego firmie jednak bedzie jesze dalej.

Domyślacie się już co to za mechanizmy? Elementy maszyn parowych!

 

Jak pisałem wyżej, znalazłem także kilka dokumentów:

 

 

 

To jakaś forma legitymacji subskrybenckiej właściciela Pudełka, pana J. Pearsona. Czego subskrypcja dotyczy, nie za bardzo wiem, albowiem z drugiej strony to zwykła czysta kartka – wydaje się jednak, że to legitymacja członka związku zawodowego. Walka klas? Steampunk, anyone?

Widzimy także, że Mr. J. Pearson pracował dla Sir Raylton Dixon & Co Shipyard w Middlesbro (Middlesbrough). Sama stocznia istniała od 1873 roku do 1923, zaczynając karierę od pancernika “SS Torrington”, a kończąc na “Princess Olga” i kilku pomniejszych statkach – o “Oldze” niżej. Wybudowano ponad 600 statków w stoczni Dixona. Szczyt działań firmy przypada na lata ’80 i ’90 XIX wieku, w 1890 roku Raylton Dixon zostaje pasowany na rycerza – zgadnijcie przez kogo? Tak, przez Wiktorię, władczynię Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, Imperatorową Indii.

Pomyślec więc, że byc może ręka, którą Mr. J. Pearson rysował te mechaniczne cudeńka ściskała dłoń człowieka, którego na rycerza pasowała sama Królowa Wiktoria.

 

Co się stało z panem Pearsonem?

Ostatnią składkę członkowską opłacił 1 czerwca 1919. Czy umarł wtedy? Byc może żył jeszcze dalej. Jako ciekawostkę znalazłem w Yellow Pages dystryku Middlesbrough budowmiczego, nazwiskiem J Pearson. Potomek?

 

Kolejny “dokument”:

 

 

 

“Wypadek szkutników, sob. 13tego marca 1920, około 10 rano”

Co ciekawe, 10 dni później została zwodowana Princess Olga, jeden z ostatnich okrętów wypuszczonych przez tę stocznię. Zamknięto ją w 1923 roku, gdy statki parowe powoli zaczęły odchodzic w przeszłośc. Byc może to właśnie przy “Oldze” nastąpił ten wypadek?

 

Kolejny karteluszek, tym razem z adresem:

 

 

“W.M. Dougall

Rye Hill Farm,

Nunthorpe(?)

M.bro (Middlebro?)

EVO 98 (1898?) i podpis, nieczytelny”

 

Nie tropiłem tego śladu – oprócz adresu Ryehill, Nunthrope. Istnieje, choc farmy nie znalazłem.

 

Ostatnia notatka to znowu adres:

 

 

“Matthew Young

14 Lansdownne Road,

Longlands

Middlesbrough

D/B (Date of Birth – data urodzenia?) 13=12=1909.”

 

Adres istnieje, choc wydaje mi się że postawiono tu nowszy budynek. Pana Matthew Young nie ma za bardzo w Internecie.

 

I to już wszystkie znaleziska. Całośc wygląda tak:

 

 

 

Czemu o tym wszystkim piszę?

Pomyślałem, że to dobra zahaczka na scenariusz steampunkowy. Budowniczowie okrętów, Królowa Wiktoria, związki zawodowe, maszyny parowe, inżynierowie, angielskie miasta portowe, kilkadziesiąt lat historii czegoś, co zwiemy epoką wiktoriańską, la Belle Epoque, Fin du Siecle. Wspinające się na szczyty popularności okrety parowe, a później ich powolny schyłek i zanik po I Wojnie Światowej.

Wypadek podczas budowy jednego z ostatnich parostatków, narzędzia uznanej firmy, z pewnością kosztujace wtedy majątek, używane przez największych inzynierów i architektów epoki pary…

 

I oczywiście to, że mam te przedmioty w ręce – nie podzielic się tym, to byłaby zbrodnia.

Przyda się na “realistyczne” handouty na sesjach, drukujcie więc śmiało, ściągajcie rysunki z mojej galerii – https://picasaweb.google.com/102724442684690883970/JPearsonsInstruments?authuser=0&authkey=Gv1sRgCLXu9v_uy-uNngE&feat=directlink

 

A jeśli macie takie przedmioty, takie lub podobne – poszukajcie, pogrzebcie trochę w necie, podzielcie się znaleziskami – może okażą się równie dobrymi inspiracjami?

 

Oczywiście gdyby ktoś miał ochotę i miałby więcej informacji na temat skromnego Pudełka z wygrawerowaną tabliczką “J. Pearson”, bedę przeszczęśliwy 🙂

 

Mam zamiar oprawic te rysunki, wyłożyc instrumenty w niewielkiej gablotce – jedynym problemem jest stopień zniszczenia obicia wnętrza pudełka. Jeśli je usunę i wymienię (jedwab?), stracę również logo producenta. Naprawic się raczej nie da.

 

🙁

 

PS. Na koniec jeszcze jedno zdjęcie:

 

 

Miłego inspirowania się.