Tag Archive: Przemyslenia


Fantazje Wojenne

Często w światach fantasy (także w RPG) spotykamy się z fantastycznymi jednostkami bojowymi, walczącymi w szeregach obok zwykłych, znanych z historii formacji, takich jak pikinierzy, ciężkozbrojni jeźdźcy czy lancknechci. Ostatnio pojawiły się także filmy, które pokazują bitwy z użyciem takich jednostek (jak choćby „Władca Pierścieni: Powrót Króla” i „Kroniki Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa”). Czy jednak, gdyby takie istoty rzeczywiście istniały w przeszłości, czy historia i przebieg bitew wyglądałyby tak samo? Czy wystarczy dołożyć do tradycyjnej walnej bitwy, jak na przykład ta pod Grunwaldem, kilka smoków i gryfów, nie zmieniając całej strategii bitwy?

Czy rzeczywiście fantastyczne uzbrojenie używane na polu bitwy ma jakikolwiek sens? View full article »

Elektryfikacja Wolsunga

Wielokrotnie słyszałem od ludzi, że Wolsung to steampunk. Jak mawiał pewien znany rewolucjonista, jak coś często powtarzamy, to stanie się prawdą. Co prawda autorzy gry wyraźnie (?) zaznaczyli, że Wolsung to “magia wieku pary”, “wiktoriańskie fantasy” i “okres Magicznej Rewolucji Przemysłowej”. Podkreślają tą magiczność settingu. Jednakże powszechne mniemanie wciąż pokutuje jak sie czyta fora i wpisy blogowe – “to taki steampunk”. View full article »

… czyli czemu nie lubię tzw. testów społecznych.

Tekst jest zainspirowany pojawiającymi się od czasu do czasu wpisami apologetów turlania kwestii społecznych w grach fabularnych, którzy, jak mi się wydaje, omijają w swych rozważaniach bardzo ważny fakt – wolną wolę człowieka (lub elfa, lub krasnala, lub wietrzniaka, lub innej cholery).

Wolna wola, koncept znany filozofom. Coś, co wg. doktorów Kościoła odróżnia nas i od aniołów, i od zwierząt. W niektórych ujęciach złudny, w innych określający ukształtowaną przez nas rzeczywistośc wokół siebie i wybory, których dokonujemy. Temat rzeka.

Zabieranie BG wolnej woli w grach RPG, poprzez zmuszanie ich do testów społecznych podczas których mogą “zmienic zdanie”, jest gwałtem, zadawanym tej wolnej woli. View full article »

Dziś taka luźna myśl, pomysł na pewien koncept grania, a właściwie prowadzenia RPG w różnych oficjalnych settingach.

Człowiek to takie dziwne stworzenie, które uwielbia się okłamywac. Wymyśla sobie mity, religie, doktryny filozoficzne i tym podobne filtry rzeczywistości, by jakoś sobie z nią poradzic.

Gry RPG też są takim “okłamywaniem siebie”, choc świadomym – wmawiamy sobie, że jesteśmy herosami w bajkowych światach, dokonujemy wielkich czynów i jesteśmy Kimś – nie tak jak w codziennym, szarym życiu.

Samo “codzienne szare życie” też jest taką formą okłamywania się. Pesymiści wmawiają sobie, że szklanka jest w połowie pusta, optymiści – że w połowie pełna, emo zaś tną się z tego powodu, najlepiej ową  szklanką, wmawiając sobie, że to im daje ukojenie.

Wmawiamy sobie różne rzeczy, byle jakoś przeżyc dzień po dniu i nie oszalec. Im bliżej ktoś szaleństwa, tym więcej rzeczy sobie wmawia. View full article »

Gra o Tron: Grand Finale!

Stary tekst ze starego polterbloga. Dla śmiechu.

Stefan Król siedział na Tronie i dumał. Miał dziś sporo do zrobienia.

Jego myśli jednak zaprzątał strach, który nie pozwalał się skupić. Wiedział, że wkrótce ktoś zechce go Tronu pozbawić. Czy będzie to jedno z jego dzieci, Antek, Julka… a może Mariolka? Nie wiedział. Zastanawiał się też nad małżonką. Bał się, że za niedługo powstanie i zabierze mu jego ukochany Tron. Coraz częściej narzekała na to jego oddawanie się Ważnym Sprawom, coraz więcej też czasu spędzała w Sali Tronowej, zwłaszcza rano. Stefan martwił się – niegdyś siedziała tu głównie wieczorami, nocami zaś należała do niego. Piękne czasy, ale skończyły się tak dawno temu, że czasem myślał o nich jak o śnie, bajce którą zapamiętał z dzieciństwa.
Dziś Stefan przezornie wykradł się z alkowy bladym świtem, by podumać na tronie w spokoju. Niepokój jednak nie ustępował.Kiedy przyjdą po niego siepacze? Patrzył z trwogą na wciąż zamknięte i zaryglowane wrota do Sali Tronowej. Może jeszcze nie teraz, może dziś się uda…
Wiedział, że bycie głową Rodu Królów to stresujące zajęcie, a mimo to, wiele lat wcześniej zdecydował się na to.
Od tamtej pory co noc źle sypiał. Tron, jego Tron – codziennie ktoś próbował mu go odebrać, wyrwać siłą, czasem szantażem, czasem słodką prośbą.
Stefan nie lubił użyczać nikomu swojego tronu.
Cóż było robić? Sprawy nie załatwią się same. Stefan sięgnął po gazetę. Gazeta zawsze uspokajała go rano, nadawała rzeczom odpowiedni bieg.
Stefan zagłębił się w lekturę, odprężając się, przynajmniej powierzchownie.

Sprawy toczyły się swoim biegiem.

Nagle, z zadumy wyrwało go walenie we wrota! Stefan Król cały struchlał, zwinął się na tronie w pozycji embrionalnej i nie odpowiadał. Może pomyślą ze go tu nie ma i sobie pójdą?
Walenie jednak nie ustawało. Stefan czuł rosnący ból w żołądku.
Nagle walenie zastąpiły jakieś odgłosy kłótni pod wrotami. Wyraźnie słyszał piskliwy głosik Mariolki i chyba Antka…
Z trwogą myślał o tym co się dzieje pod drzwiami. Oczyma wyobraźni widział siepaczy Antka i Mariolki wypruwających sobie nawzajem flaki byle tylko zadowolić swych panów i pomóc im w dotarciu do Sali Tronowej.
Mariolka była przebiegła, Stefan to wiedział dobrze. Potrafiła kusić i zwodzić, prosić, błagać… miał wrażenie, że kilka razy próbowała go otruć. Nie miał na to dowodów, ale kilkakrotnie po przyszykowanych przez nią “smakołykach” spędzał długie godziny w Sali Tronowej, bojąc się wyjść na świat.
Antek zaś to była brutalna siła. Młodzieniec był okazem zdrowia, jak przystało na prawdziwego wojownika dbał o tężyznę fizyczną, zgolił także jakiś czas temu włosy, by nie przeszkadzały mu w awanturach, które często wywoływał z synami pozostałych szlachciców.
Z pewnością byli godnymi siebie przeciwnikami.

Julka jednak biła ich obydwoje na głowę. Była twarda, ostra, bezkompromisowa, potrafiła wykorzystać każdą słabość przeciwnika.
Stefan Król był niezwykle dumny ze swego najstarszego dziecka, choć zawsze uważał, że lepiej by jej było gdyby była chłopcem. I jemu też by było miło.
Jednak wyobraźnia mówiła mu, że Julka spędziła noc poza siedzibą rodu. Policzy się z nią kiedy indziej. Przynajmniej tyle, jedno mniej do walki o Tron.

Stefan wiedział, że ma mało czasu. Załatwiał kolejne sprawy szybko, w pośpiechu, byle jak – byle nie dać satysfakcji temu, kto w końcu przedrze się przez drzwi. Stefan Król był zbyt zmęczony by się bronic. Wiedział, że prędzej czy później się podda.

Zgiełk pod Salą Tronową jakby ucichł. Stefan zadrżał w spazmie, który przeszył jego trzewia. Wiedział, co to oznacza. Małżonka wstała!
Teraz już nie było odwrotu… czasu było coraz mniej!
Stefan cichutko zaskowytał. Sprawy toczyły się dalej swoim tempem, jakby za nic mając desperackie wysiłki Króla.
Wiedział, że ma tylko kilka sekund. Skoncentrował się ostatnim wysiłkiem woli….

(Stefan wręcz słyszał w wyobraźni werble cyrkowe, budujące napięcie)

I jest! udało się! Pozałatwiał wszystkie sprawy na czas!

Triumf woli był jednak chwilowy. Sekundę później usłyszał trzykrotne uderzenie we wrota i skrzeczący głos, ostateczne ultimatum małżonki:

– Stefan, złaź już z tego kibla, dzieciaki muszą do szkoły, a ty do roboty!

Stefan spokojnie złożył gazetę i sięgnął po papier toaletowy.
Dziś wygrał swą Grę o Tron. Z niecierpliwością oczekiwał dnia jutrzejszego, jutrzejszej rozgrywki.