Ostatnio obserwuję wokół siebie niezwykłe zjawisko, które niesamowicie mnie cieszy.

Wraca moda na lata ’80te.

Ubisoft wydał FC3: Blood Dragona i zaczynają się plotki, że będzie kolejna częśc.

National Geographic puszcza całą serię programów o przełomach technologicznych lat mej młodości.

Kilka dni temu zadzwonił do mnie kolega z zapytaniem, czy nie sprzedałbym mu swojego antycznego Alcatela ST 800, bo ma klienta – kolekcjonera, który bardzo chętnie by go przyjął do kolekcji.

Inny znajomy z pracy od miesiąca zaprasza mnie bym mu pomógł odpalic C64kę, którą znalazł w pudłach przy przeprowadzce.

 

To wszystko skłania mnie do refleksji…

 

Mamy rok 2013, w którym dzieje się akcja pierwszego Cyberpunka. Jakie wspaniałe sprzężenie zwrotne, jaki przewrotny moment historii – ludzie w latach ’80tych marzyli o świecie przyszłości, a my dziś coraz częściej marzymy o latach ’80tych.

Oczywiście te stare dinozaury, które jakoś je pamiętają.

 

Mam nadzieję, że ta moda dotrze i do światka RPGowców. Kilka lat temu przy piwie z “nowoczesnym” informatykiem naśmiewającym się z “przestarzałej infrastruktury informatycznej” CP2020 doszło do bardzo inspirującej dyskusji.

Zacząłem wówczas wieszczyc czasy, gdy cyberpunk (w sensie nurtu SF), który był dla nas w swoich czasach naprawdę nowoczesny, stanie się kiedyś swoistą formą retro SF, postrzeganą tak, jak widzimy dziś inne, starsze “punki” – steampunka czy dieselpunka.

Czyli bez prześmiechów, za to z próbą wczucia się w mentalnośc człowieka lat ’80tych, próbującego wyobrazic sobie przyszłośc. Patrząc z tej perspektywy, telefony komórkowe wielkości cegły, kratownice rodem z TRONa, po których surfują n etrunnerzy wcale nie są “przestarzałe”. Są retrofuturystycznym konceptem przyszłości, tak samo jak rakietowe lokomotywy i nakręcani sprężyną mechaniczni ludzie.

 

Mam nadzieję, że te czasy już się zaczęły, że CP2020 wróci do łask nie jako gra futurystyczna, ale właśnie jako gra retro, sentyment za czasami, gdy szczytem technologii minaturyzacji był walkman kolegi którego dostał na komunię od wujka z Republiki Federalnej Niemiec, a najpotężniejszą maszyną do surfowania “cyberprzestrzeni” był komputer klasy Commodore C64.

 

Zachęcam was wszystkich do sięgnięcia po tą grę raz jeszcze i zagrania w nią właśnie w ten sposób.

 

A mechanika Interlock naprawdę da się lubic, jeśli używamy jej z głową. Ale nawet, jeśli nie – spójrzcie na Far Cry3: Blood Dragon, albo na Ucieczkę z Nowego Yorku (Snake Plissken był chyba pierwowzorem bohatera FC3) – kogo obchodzi fakt, że wasz solo nie umie czytac? Kogo obchodziło to w latach 80tych? On miał palic cygara, rzucac cwaniacke teksty godne Johna McLane’a z Die Hard i kłaśc legiony wrogów jedną ręką, najlepiej cybernetyczną.

 

Zagralibyście tak bez spiny? 🙂